Górnik Zabrze w końcu z kompletem punktów. Zabrzanie, po zwycięstwie na inaugurację rundy wiosennej, zanotowali serie pięciu ligowych spotkań bez zwycięstwa i nie wypadli poza ligowe podium, a przed 25. kolejką ekstraklasy zajmowali dopiero 6. miejsce. Przełamanie przyszło w domowym meczu z Rakowem Częstochowa, a o sukcesie zdecydowały gole duetu czeskich pomocników.
Górnik 2026 rok zaczął dobrze, bo od domowej wygranej z 2:1 z Piastem Gliwice. Potem jednak było znacznie gorzej i w pięciu kolejnych spotkaniach piłkarze Michala Gašparíka wywalczyli zaledwie dwa punkty. Zabrzanie kolejno: przegrali u siebie 0:1 z Lechem Poznań, zremisowali 1:1 w Niecieczy z Bruk-Bet Termaliką, przegrali u siebie 0:1 z Pogonią Szczecin oraz 1:3 w Katowicach z GKSem, a przed tygodniem bezbramkowo zremisowali w Lublinie z Motorem. Jedynym pozytywem w ostatnich dniach była wygrana 1:0 w Poznaniu w ćwierćfinale Pucharu Polski. Z drugiej strony Raków wcale nie spisywał się dużo lepiej - ekipa z Częstochowy w tym roku wywalczyła w lidze osiem punktów i również gra dalej w Pucharze Polski (wyjazdowa wygraną 1:2 z Avią Świdnik po dogrywce), a na Górny Śląsk "Medaliki" przyjeżdżały po porażce 1:2 we Florencji z pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Konferencji.
Europejskie zmagania być może dały się Częstochowianom we znaki, bo Raków w Zabrzu wyglądał znacznie słabiej niż gospodarze. I miało to przełożenie na końcowy wynik. Górnik już do przerwy prowadził 2:0, a mógł i wyżej. W 23. minucie wynik "otworzył" Lukáš Sadílek, który huknął z dystansu tuż przy słupku, chociaż w zdobyciu bramki znacząco pomógł mu rykoszet, bo piłka po drodze odbiła się od Strátosa Svárnasa. W 43. minucie na 2:0 podwyższył Lukáš Ambros, który przebiegł z piłką kilkanaście metrów i z granicy pola karnego przymierzył w "długi róg" - przy tym samym słupku, przy którym wcześniej wpadła piłka po strzale jego rodaka. Jeszcze przed przerwą, w regulaminowym czasie pierwszej połowy, mogło być po meczu, ale po strzale Sondre Lisetha gości uratowała poprzeczka. Raków wrócił do gry dopiero w 79. minucie, gdy Michael Ameyaw wykorzystał podanie Jeana Carlosa, ale nadzieje Częstochowian na uratowanie choćby punkty rozwiał dziesięć minut później Sadílek - Czech otrzymał dobre poranie w tempo od Maksyma Chłania i znowu, choć tym razem bez pomocy rywala, przymierzył z 16. metra tuż przy słupku bramki Oliwiera Zycha. Warto podkreślić, że dla 29-letniego Czecha były to pierwsze trafienia w ekstraklasie (ale nie w barwach Górnika, bo gol Sadílka zapewnił Górnikowi pucharowe zwycięstwo w Poznaniu).
W 90. minucie na boisku pojawił się Lukas Podolski i... nie zdołał dograć tego spotkania do końca. W drugiej minucie doliczonego czasu gry napastnik gospodarzy został zaatakowany ciałem, a następnie prawdopodobnie sprowokowany (uszczypnięty?) przez Ameyawa, któremu... nie pozostał dłużny. Na murawę padł tylko gracz Rakowa, a sędzia Paweł Raczkowski ukarał czerwoną kartką tylko piłkarza Górnika.
Niedzielne spotkanie Górnika z Rakowem oglądało dokładnie 23171 widzów. Jest to znacząca poprawa względem dwóch poprzednich meczów rozgrywanych na Arenie Zabrze, a co ciekawe - jest to dokładnie taka sama frekwencja, jaką zanotowano podczas jesiennego starcia Górnika z Arką. Na tę liczbę wpłynęli oczywiście również przyjezdni, których w sektorze gości pojawili się w liczbie 445 fanatyków (w tym delegacja Chemika Kędzierzyn-Koźle). Po stronie gospodarzy mogliśmy natomiast oglądać okazjonalną oprawę, przygotowaną z okazji 10-lecia zgody z chorwackim Hajdukiem Split. Zabrzańscy ultrasi zaprezentowali zgodową sektorówkę uzupełnioną transparentem "U dobru i zlu - 10 lat na kibicowskim szlaku!", flagowiskiem na dolnej trybunie oraz konkretnym racowiskiem na trybunie górnej.
15.03.2026; Polska, Ekstraklasa:
Górnik Zabrze - Raków Częstochowa 3:1 (2:0)
1:0 - Lukáš Sadílek 23'
2:0 - Lukáš Ambros 43'
2:1 - Michael Ameyaw 79'
3:1 - Lukáš Sadílek 88'
Czerwona kartka: Lukas Podolski (90+2', za niesportowe zachowanie) - Górnik Zabrze
Widzów: 23171
Linki:



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz