wtorek, 6 października 2015

T-Mobile Ekstraklasa: Górnik Zabrze - Legia Warszawa

Mecz Górnik z warszawską Legią zapowiadał się ciekawie głównie ze względu na aspekty… okołoboiskowe. To właśnie na spotkanie z „Wojskowymi” zaplanowano otwarcie dolnych sektorów trybuny północnej, dzięki czemu zabrzanie w starciu z wicemistrzem Polski mogli liczyć na wsparcie ponad 8500 kibiców. Ciekawie było także na młynie, gdzie miejscowi ultrasi jeszcze w pierwszej połowie zaprezentowali dwa racowiska.

Do meczu z trzecią w tabeli Legią piłkarze Górnika przystępowali co prawda z przedostatniego miejsca, ale z nieco podbudowanym morale - dwa tygodnie wcześniej zabrzanie odnieśli na własnym boisku pierwsze w tym sezonie zwycięstwo pokonując 2:0 Śląsk Wrocław, a przed paroma dniami zremisowali w Poznaniu 1:1 z Lechem - co prawda aktualnie dołującym, ale nadal urzędującym Mistrzem Polski.

I trzeba przyznać, że w mecz zabrzanie „weszli” doskonale, bo już w 5. minucie objęli prowadzenie - po dośrodkowaniu Aleksandra Kwieka główkował Adam Danch, a strzał kapitana „podbił” Oleksandr Szeweluchin, zdobywając swoją piątą bramkę w setnym oficjalnym występie w barwach Górnika. Kilkadziesiąt sekund później Ukrainiec mógł ponownie wpisać się na listę strzelców, ale spudłował z kilku metrów, dobijając strzał Romana Gergela. Legia odpowiedziała kwadrans później, gdy Nemanja Nikolić wykorzystał rzut karny podyktowany za domniemany faul Łukasza Madeja na Łukaszu Broziu. Strata bramki po kontrowersyjnej „jedenastce” nie podłamała gospodarzy, którzy po pół godzinie gry ponownie objęli prowadzenie za sprawą Radosława Sobolewskiego, ale i tu na odpowiedź podopiecznych Henninga Berga nie trzeba było długo czekać - w 40. minucie strzałem zza pola karnego Nikolić nie dał szans Grzegorzowi Kasprzikowi, trafiając po raz 12. w tym sezonie ekstraklasy. Po zmianie stron więcej goli już nie padło, choć Aleksandar Prijović mógł (a nawet powinien) zapewnić Legii zwycięstwo, za to w ostatniej fazie meczu zabrzanie musieli radzić sobie w osłabieniu, bo za drugą żółtą kartę do szatni odesłany został Kwiek.

Z remisu 2:2 najmniej cieszyć mogli się obaj trenerzy. Dla szkoleniowca Legii mecz w Zabrzu okazał się być pożegnalnym, natomiast Leszkowi Ojrzyńskiemu… popsuł dobrą statystykę - przed meczem katowicki Sport informował, że obecny opiekun Górnika w czterech dotychczasowych meczach z Legią w roli gospodarza zainkasował komplet punktów.

Pierwsze 45 minut spotkania pomiędzy Górnikiem a Legią było ciekawe nie tylko na boisku, ale również na trybunach. To właśnie w pierwszej połowie na młynie gospodarzy zaprezentowano dwie oprawy, a dokładniej - dwa racowiska wsparte sektorówką i sporą ilość flag na kijach.


Niedzielne starcie z Legią było debiutem kolejnych sektorów na wciąż pozostającym w budowie zabrzańskim stadionie. Otwarcie dolnej części trybuny północnej wypadło okazale, bo na ok. 24 godziny przed pierwszym gwizdkiem było pewne, że mecz z wicemistrzami polski obejrzy komplet 8570 widzów. Ta pojemność ma pozostać maksymalną do lutego przyszłego roku, bo kolejne otwarcie kolejnych sektorów planuje się w Zabrzu na derbowe spotkanie z Ruchem Chorzów w 23. Kolejce T-Mobile Ekstraklasy.



04.10.2015; Polska, T-Mobile Ekstraklasa:
Górnik Zabrze - Legia Warszawa 2:2 (2:2)
1:0 - Ołeksandr Szeweluchin 5'
1:1 - Nemanja Nikolić 20' (k.)
2:1 - Radosław Sobolewski 31'
2:2 - Nemanja Nikolić 40'

Czerwona kartka: Aleksander Kwiek (80', za drugą żółtą) - Górnik Zabrze.

Widzów: 8570.

Bilet: 20 PLN.



Linki:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz