wtorek, 29 września 2015

T-Mobile Ekstraklasa: Lech Poznań - Górnik Zabrze

Wczoraj ogon I ligi, dziś... strefa spadkowa w T-Mobile Ekstraklasie. Tak właśnie wyglądał ostatni weekend września w moim wykonaniu. Po piątkowej wizycie na derbach Katowic, w sobotni wieczór po raz pierwszy zameldowałem się na stadionie przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu, gdzie urzędujący Mistrz Polski podejmował ostatni w tabeli Górnik Zabrze.

Konia z rzędem temu, kto przed startem sezonu wytypowałby, że po 9. kolejkach ekstraklasy w strefie spadkowej znajdą się zespoły Lecha i Górnika. Ci pierwsi trzy miesiące temu świętowali przecież zdobycie 7. w historii tytułu Mistrza Polski, a na początku lipca do kolekcji dołożyli piąty Superpuchar kraju. Ci drudzy natomiast, choć bez sukcesów w ostatnim ćwierćwieczu (pomijając finał Pucharu Polski w 2001 roku), w poprzednich sezonach bardzo dobrze radzili sobie w jesiennych zmaganiach i dopiero wiosną spuszczali z tonu, łapiąc zadyszkę.

Do meczu „na dnie” w lepszych nastrojach przystępowali mimo wszystko chyba goście. Choć w lidze idzie im jak po grudzie, przed tygodnie podopieczni Leszka Ojrzyńskiego zanotowali w końcu pierwsze zwycięstwo, przełamując fatalną serię trwającą od początku sezonu. Natomiast gospodarze, wciąż rywalizujący na trzech frontach, do meczu z Górnikiem przystępowali po pięciu kolejnych ligowych porażkach (sic!), choć w międzyczasie odprawili z Pucharu Polski chorzowski Ruch, a w Lidze Europy dwukrotnie pokonali węgierski Videoton i zremisowali z portugalskim Belenenses.

Wszystko co najciekawsze na boisku działo się po przerwie. Lech zaczął od ostrzeżenia, bo tak nazwać można strzał Szymona Pawłowskiego, który w 60. minucie trafił z dystansu w poprzeczkę. Chwilę później było już 1:0 dla gospodarzy - Darko Jevtić wykorzystał bierność Rafała Kosznika i Pawła Widanowa, wszedł w pole karne Górnika i zakładając „siatkę” Adamowi Danchowi odegrał do Dawida Kowanckiego, któremu pozostało tylko dostawić nogę. Wydawało się, że Lech będzie miał już „z górki”, ale nic z tych rzeczy - poznaniacy z prowadzenia cieszyli się niespełna dziesięć minut. Dobijający strzał Rafała Kurzawy Łukasz Madej trafił w rękę tyle ekwilibrystycznie, co pechowo interweniującego Paulusa Arajuuriego, a rzut karny na wyrównującą bramkę zamienił Roman Gergel. Na chwilę przed końcem świetną szansę na drugą bramkę dla Lecha miał Marcin Robak, ale jego uderzenie z półobrotu fenomenalnie wybronił Grzegorz Kasprzik.


Na boisku najciekawsze działo się po przerwie, a na trybunach - jeszcze w pierwszej połowie. Mecz dwóch ligowych outsiderów ściągnął na INEA Stadion dokładnie 15467 widzów, co stanowi - jak dotąd - drugi ligowy wynik Lecha w tym sezonie. Lepszą frekwencję w ekstraklasie (17456) na stadionie Mistrza Polski zanotowano miesiąc wcześniej, gdy w ramach 6. kolejki „Kolejorz” podejmował lidera z Gliwic. Blisko dziesięć procent widowni (dokładnie to… 8,5%? ;p ) stanowili w sobotni wieczór przyjezdni z Górnego Śląska, którzy do stolicy Wielkopolski podróżowali dwoma pociągami specjalnymi i przy Bułgarskiej stawili się dokładnie w 1321 głów. Nie o liczby tu jednak chodzi, a o widowisko, bo tego wieczora poznański stadion rozświetlił się i zadymił za obiema bramkami.  W młynie gospodarzy już przed pierwszym gwizdkiem zawisł transparent o treści „Miejsce 1. czy 16. - pewne sprawy wciąż są jasne”, a po około dwudziestu minutach gry w „Kotle” odpalonych zostało kilkadziesiąt rac. Mniej więcej w tym samym czasie pirotechnika pojawiła się w sektorze gości. Pokazy po obu stronach uzupełnione były konkretnymi flagowiskami. Należy odnotować, że mecz rozpoczął się chwilą ciszy zarówno w młynie, jak i „klatce”, mającej upamiętnić zmarłego kibica Górnika z Torcidy Gliwice - pogrzeb ś.p. Buby odbył się w sobotni poranek, na parę godzin przez wyjazdem zabrzan do Poznania.

Na koniec garstka prywatnych statystyk. Wizyta przy Bułgarskiej była moją pierwszą piłkarską wizytą w poznaniu, jak i w całym woj. wielkopolskim. INEA Stadion jest także ostatnią z polskich aren EURO 2012, jakie miałem okazję odwiedzić osobiście. A sam mecz Lecha z Górnikiem był (dopiero?) 15. jaki oglądałem na żywo w tym sezonie.



26.09.2015; Polska, T-Mobile Ekstraklasa:
Lech Poznań - Górnik Zabrze 1:1 (0:0)
1:0 - Dawid Kownacki 66'
1:1 - Roman Gergel 75' (k.)

Widzów: 15467.

Bilet: 20 PLN.



Linki:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza