wtorek, 23 października 2012

I liga: Arka Gdynia - Olimpia Grudziądz

Przed tygodniem Arka Gdynia, remisując w Brzesku 1:1, wywalczyła swój 900. punkt w historii występów w I lidze. W uznawanym za hit 13. kolejki spotkaniu z Olimpią Grudziądz arkowcy mogli natomiast zdobyć swoją bramkę nr 900 na zapleczu ekstraklasy. Warunek: musieli co najmniej czterokrotnie pokonać bramkarza biało-zielonych. Od tego byli jednak bardzo daleko…

Mecz przy Olimpijskiej zaczął się dobrze, ale odnoszę wrażenie, że upływem czasu widowisko jakby „siadało”. Potwierdzają to relacje ze spotkania, w których wyczytać można, że po zmianie stron spotkanie stało się mnie interesujące, a bardziej brutalne. Potwierdzić może to sytuacja z 55. minuty, kiedy Adam Cieśliński sfaulował Tomasza Jarzębowskiego. Kapitan Arki po uderzeniu łokciem zalał się podobno krwią i musiał opuścić boisko, o dziwo podobny los nie spotkał faulującego (tylko żółta kartka). A to nie jedyna sporna sytuacja, o którą pretensje do arbitra mogą mieć gospodarze – w 83. minucie jeden z obrońców Olimpii zagrał we własnym polu karnym ręką i Artur Aluszyk mógł podyktować dla Arki rzut karny.

Jedenastka, wykonana skutecznie, prawdopodobnie zupełnie odmieniłaby końcowy wynik i pomeczowe nastroje. Tymczasem mecz zakończył się niesmakiem, a może nawet skandalem. W 89. minucie goście wykonywali rzut wolny, dwukrotnie ten sam. Pierwszy, nieudany, został przez sędziego powtórzony. Druga próba była skuteczniejsza: strzał Mariusza Kryszaka „wypluł” Michał Szromnik, a bezpańską piłkę do siatki skierował Piotr Ruszkul, dając Olimpii zwycięstwo. Na trybunach rozległo się głośnie „złodzieje, złodzieje!”, a po ostatnim gwizdku drugą żółtą kartką ukarany został Krzysztof Sobieraj – oficjalnie za dyskusje z arbitrem, chociaż sam zawodnik utrzymuje, że chciał sędziemu tylko… podziękować za zawody.


Mecz uznawany za hit kolejki (osobiście wydaje mi się, że ciekawiej zapowiadało się starcie Floty z Cracovią) kibicowsko jednak zawiódł. Żadna ze stron nie przygotowała oprawy, dobrze chociaż, że goście się pojawili. Fani z Grudziądza przybyli w liczbie ok. 150 osób (w tym ośmiu zgodowiczów z Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie), a na sektorze zameldowali się już na godzinę przed meczem, dzięki czemu mogli nieco poprzeszkadzać przy „chodź, pomaluj mój świat”. ;) Poza tym przyjezdni zaprezentowali swoją wersję innego utworu, jakże dobrze znanego kibicom Piasta Gliwice.


Obecny stadion Arki, o pojemności 15139 miejsc, powstał stosunkowo niedawno, na miejscu poprzedniego. Prace budowlane trwały zaledwie kilkanaście miesięcy (w tym czasie gdynianie grali na pobliskim Narodowym Stadionie Rugby) i już w lutym 2011 roku obiekt mógł zostać oficjalnie otwarty, ale… pojawił się problem. Inauguracja zaplanowana była na mecz z Lechem, z którego kibicami fani Arki są zaprzyjaźnieni. Niestety los spłatał figla i z powodów złych warunków pogodowych w historycznym dla Stadionu GOSiR meczu miała wystąpić… Wisła Kraków (zaległy mecz z grudnia). Dlatego też działacze żółto-niebieskich naprędce zorganizowali mecz towarzyski z bułgarskim Beroe Stara Zagora (1:1). Nowy stadion nie przyniósł jednak Arce szczęścia, bo gdynianie pożegnali się z ekstraklasą. Na dodatek obiekt ma pewne mankamenty, dokładnie chodzi o zadaszenie, które nie zasłania wszystkich rzędów na trybunach, a jego filary znajdują się na sektorach, dlatego też kupując bilet na miejsca w rzędach powyżej 16-tego, należy przygotować się na ograniczoną widoczność.

A na koniec maskotka Arki, nazywanej w kibicowskim środowisku „Śledziami”. Tak, maskotka to też Śledzik, tylko… Jak dla mnie wygląda na skrzyżowanie konia i ryby, więc może autor miał na myśli konika morskiego?


Na mecz do Gdyni dotarłem razem z Arkiem, autorem bloga My Football Moments.

20.10.2012; I liga:
Arka Gdynia - Olimpia Grudziądz 0:1 (0:0)
0:1 - Piotr Ruszkul 89'

Czerwona kartka: Krzysztof Sobieraj (za drugą żółtą, po meczu) - Arka.

Widzów: 4136.

Bilet: 22 PLN.

Trójmiejski hattrick:
Gdańsk | Gdynia | Sopot

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz