poniedziałek, 16 maja 2011

Groundspotting: Budapeszt

Wycieczka do Budapesztu wiązała się z odwiedzeniem derbowego pojedynku pomiędzy Honvedem i Ujpestem. Mając jednak trochę wolnego czasu postanowiłem sprawdzić, jak prezentują się obiekty lokalnych zespołów. Plan był ambitny, ale niestety został zrealizowany tylko w połowie.

Dzień chciałem rozpocząć od wizyty na Ferencvárosi TC, ponieważ znajdował się najbliżej. Niestety, na Stadion Alberta Flóriána nie zostałem wpuszczony – powiedziano mi, że wejść mogę tylko podczas meczu. Liczyłem jeszcze, że uda się znaleźć jakąś otwartą bramę, ale nic z tego.

Niepocieszony ruszyłem na północ aby dotrzeć do obiektów MTK Budapest i BKV Előre SC. Tutaj też wpadka, ponieważ… przegapiłem przystanek. Wysiadłem na Stadionok i uznałem, że takim razie kontynuuję podróż i sprawdzę stadion im. Ferenca Puskasa, a do MTK i Előre wrócę przed meczem Honvéd.

Stadion narodowy jest niby i zamknięty, ale nie można dostać się na sektory – można za to obejrzeć go z korony (przez karty). Do tego ktoś drobnej budowy może spróbować przez wspomniane kraty się… przecisnąć – robiło tak przy mnie kilka dzieciaków.


Następnie chciałem sprawdzić obiekt BVSC, który podobno został rozwiązany przed dziesięcioma laty - lub też tylko jego sekcja piłkarska nie istnieje od dekady. Tutaj sam nie byłem pewien, gdzie to jest, jak się tam dokładnie dostać i czy jest po co w ogóle tam iść, a z racji szybko upływającego czasu postanowiłem od razu skierowować się na Vasas, gdzie miałem pewność, że uda mi się postawić nogę na murawie.

Przed przyjazdem do Budapesztu napisałem e-maile do wszystkich klubów, które chciałem odwiedzić. Odpowiedział tylko Vasas, dlatego zależało mi na tym, aby jak najszybciej pojawić się na Stadion Rudolf Illovszky.

Obiekt Vasasu, przynajmniej w sobotę, był dostępny dla wszystkich. Może przez mecz juniorów na bocznym boisku? A może zawsze jest otwarty? Nie wiem, ale mi udało się wejść również i na płytę boiska, jak i na krytą trybunę i to bez przeskakiwania przez żadne ogrodzenia.


Na koniec, chociaż nie było już zbyt wiele czasu (mecz Honvedu rozgrywany był jednak o 15:00, chociaż nastawiłem się na 17:30) uznałem, że muszę obejrzeć jeszcze chociaż Újpest. Pewnie lepiej było spróbować wrócić i odnaleźć MTK i Előre (szczególnie, że lokalizacja obu stadionów jest niezwykle interesująca), ale miałem niepohamowaną ochotę zobaczyć stadion Ferenca Szuszy. I udało się – nie bez komplikacji, bo zajęło mi to sporo czasu, nerwów i zdrowia, ale się udało. Po wejściu na teren klubu zobaczyłem zamknięte bramy na trybuny, na szczęście po obejściu stadionu (przez boisko treningowe) znalazłem otwarte wejścia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz