05/08/2026

Liga Europy: Ferencvárosi TC (Budapeszt) - Górnik Zabrze

Górnik Zabrze przygodę w Lidze Europy rozpoczął tak samo, jak przygodę z Ligą Mistrzów - od skromnej porażki na wyjeździe. Nie jest to aż tak zła wiadomość, bo 0:1 z Budapesztu z pewnością jest do odrobienia - szczególnie patrząc na grę w rewanżu z Fenerbahçe. Ale by powalczyć o awans, wicemistrzowie Polski będą musieli wyregulować celowniki - w stolicy Węgier celny strzał oddali dopiero w doliczonym czasie gry (sic!).

Ferencvaros nie jest zespołem z europejskiej czołówki, ale na krajowym podwórku jest absolutnym dominatorem. Założony w 1899 roku klub aż 36 razy zdobywał tytuł Mistrza Węgier, 37 razy był wicemistrzem kraju i 22-krotnie kończył rozgrywki na najniższym stopniu podium. W klasyfikacji medalowej "Fradi" mają zatem aż 95 punktów (!) i zdecydowanie wyprzedają lokalnych rywali: MTK Budapeszt (23-20-16), Ujpest Budapeszt (20-21-19) oraz Honved Budapeszt (14-12-6). Ferencvaros ma na koncie również najwięcej sukcesów w Pucharze Węgier, wygrywając 25 z 36 finałów w których występował. Do tego ekipa z Budapesztu ma w dorobku triumf w Pucharze Miast Targowych z 1965 roku (wygrana 1:0 z Juventusem w Turynie), a do tego dwa przegrane europejskie finały: w 1968 roku Węgrzy w dwumeczu nie sprostali Leeds United (0:1 na wyjeździe i 0:0 u siebie) we wspomnianym już Pucharze Miast Targowych, a w 1975  przegrali 0:3 z Dynamem Kijów w Pucharze Zdobywców Pucharów (warto dodać, ze pięć lat wcześniej finał PZP przegrał także Górnik, nie dając rady Manchesterowi City).

Ferencvaros, pomimo licznych triumfów, w XXI wieku przeżył także największe upokorzenie w swojej ponad stuletniej historii. W 2006 roku, pomimo finiszu na 6. miejscu w tabeli, klub nie uzyskał licencji ze względu na problemu finansowe i został karnie zdegradowany do II lig. Na zapleczu ekstraklasy "Fradi" spędzili trzy sezony, a na kolejny (29.) tytuł mistrzowski czekali do 2016 roku. W ostatnich latach Ferencvarosi TC zupełnie zdominował rozgrywki Nemzeti Bajnokság I, wygrywając je aż siedem razy z rzędu (2018/19 - 2024/25). Passa została przerwana w poprzednim sezonie, gdy Budapesztańczycy wywalczyli "tylko" wicemistrzostwo, przegrywając tytuł z ETO Győr o zaledwie punkt, na pocieszenie dorzucając do gabloty "zaledwie" krajowy puchar za 2026 rok.

Do domowego spotkani z Górnikiem zespół znad Dunaju przystępował jako faworyt, ale dodać też trzeba, że Budapesztańczycy do dwumeczu przystępowali bardziej rozgrzani w europejskich bojach. W obecnej edycji Ligi Europy Ferencvaros wyeliminował juz serbską Vojvodinę Nowy Sad (2:1 na wyjeździe i 3:0 u siebie) oraz holenderskie Twente Enschede (2:1 na wyjeździe i 2:2 u siebie). 

Domowy wynik z wicemistrzem Polski mogą na Węgrzech przyjąć z lekkim niedosytem. Ferencvaros w pierwszej połowie miał kilka bardzo dobrych sytuacji na zdobycie bramki. Szczególnie mowa tutaj o okresie między 10. a 25. minutą, gdy gospodarze mieli cztery doskonałe okazje. Dwie z nich zmarnował Bamidele Yusuf - Nigeryjczyk najpierw minimalnie chybił z ostrego kąta, chwilę później po rzucie rożnym trafił w poprzeczkę. Swoją szansę zmarnował też Gavriel Kanichowsky (obok słupka z kilku metrów), ale najbardziej żałować powinien Lenny Joseph - w 23. minucie reprezentant Haiti powinien zamknąć akcję na "długim słupku", ale źle przyłożył nogę i przestrzelił z najbliższej odległości. W odpowiedzi Górnik rozkręcił się nieco w ostatnim kwadransie drugiej połowy, ale zarówno Yvan Ikia Dimi, jak i Kacper Urbański (dwukrotnie) uderzali niecelnie, a próba Erika Prekopa została w ostatniej chwili zablokowana. Jedyny gol tego wieczora padł 20 minut po przerwie - w 63. minucie niecelnie z dystansu strzelał Taofeek Ismaheel, a w odpowiedzi - niemal z identycznej pozycji po drugiej stronie boiska - już skutecznie uderzył Marius Corbu, który zmieścił piłkę przy słupku zabrzańskiej bramki. Goście próbowali do końca odrobić jednobramkową stratę, ale wciąż mieli problem z finalizacją akcji, a gdy już oddawali strzał, to niecelny (jak Urbański w 77. minucie). Po części honor Górnika uratował Peter Federico - jego uderzenie w 92. minucie było... pierwszym celnym strzałem gości w tym meczu (sic!).

O wiele lepiej od piłkarzy w stolicy Węgier zaprezentowali się kibice gości, którzy do Budapesztu podróżowali kołowymi środkami transportu (w tym dziewięć oficjalnie zorganizowanych autokarów). Na mogącym pomieścić ok. 1350 widzów sektorze gości Groupama Areny Torcida zameldowała się w 885 osób (w tym 14-osobowa delegacja Wisłoki Dębica) i moim zdaniem wokalnie wypadła bardzo dobrze, a w pierwszej połowie śpiewom towarzyszyło kilka dużych flag na kijach. Na inne "harce" nie było miejsca, co jednak da się zrozumieć - po dwumeczu z Fenerbahce w eliminacjach Ligi Mistrzów zabrzański klub został dwukrotnie ukarany finansowo przez UEFA, a europejska federacja nałożyła na Górnik także jeden mecz zakazu wyjazdowego w zawieszeniu na dwa lata. W młynie Ferencvarosu podobnie - sporo flag na kijach, natomiast osobiście nie dostrzegłem żadnych akcentów zgodowych (nie tylko Śląska Wrocław, ale też Rapidu Wiedeń). Łączna frekwencja na meczu to 12870 widzów (za serwisem 90minut.pl), czyli niewiele ponad połowę pojemności stadionu Ferencvarosu - dla porównania mecze z Twente oraz Vojvodiną oglądało na żywo odpowiednio 17201 oraz 13901 widzów (dane za serwisem Fradi.hu).

Dla mnie był to powrót na Węgry po... 17 latach. Wiosną 2011 roku miałem okazję obejrzeć derbowe starcie Ujpestu z Honvedem oraz "odhaczyć" kilka stadionów podczas budapesztańskiej sesji groundspotterskiej (niestety na stary stadion Ferencvarosu nie zostałem wówczas wpuszczony).


05.08.2026; Liga Europy (III runda eliminacyjna, 1. mecz):
Ferencvárosi TC (Budapeszt) - Górnik Zabrze 1:0 (0:0)
1:0 - Marius Corbu 65'

Widzów: 12870

Bilet: 3900 HUF



Linki:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz